Szum wokół Oksany Lukianenko — architektki, która została tatuatorką — rośnie od kilku lat i sięga dziś daleko poza Polskę, kraj, do którego przeprowadziła się z rodzinnej Ukrainy, by szlifować warsztat. Wystarczy jedno spojrzenie na jej prace, by zrozumieć, jak nienaganna jest jej technika. Ale nawet to schodzi na drugi plan wobec jej skłonności do łączenia realizmu z surrealizmem — często przechodząc od intensywnych kolorów do czerni i bieli i z powrotem w tej samej kompozycji. Magia jej tatuaży nadal przynosi nagrody na konwentach, ale ma na koncie wyższe wyróżnienia: uznanie kolegów po fachu i fanów z całego świata.